ul. Narbutta 4 m 12 ,02-564, Warszawa, Polska
+48 536 555 608
kontakt@fdir.org.pl

Wirus jak wyrocznia

Fundacja Dziecko i Rodzina

Wirus jak wyrocznia

Wirus jest jak wyrocznia. Zapadła niespodziewanie, zmieniła plany, odwołała wiele już prawie spełnionych marzeń. Zabrała pracę, która była dla wielu pasją. Wirus to niewidzialne niebezpieczeństwo. Nie potrzebuje ciemności, aby wywołać strach. Jego podstępną bronią jest obawa przed ludźmi. „Każdy może być potencjalnym nosicielem!” krzyczą media.

Zamknięci w domach sprawdzamy codziennie, ile osób zostało dopadniętych przez to niewidzialne zło. Próbujemy przetrwać uciekając w nieistniejące światy filmowych opowieści, w odrealnione książki. Szukamy przyjemności – w jedzeniu, w grach, w pozbawionych widocznych emocji internetowych rozmowach. Tymczasem tam gdzieś daleko jest ratownik, który wynajął pokój, żeby nie narazić swojej rodziny. Tam są pielęgniarki i lekarze przerażeni brakiem wielu środków obronnych. Tam są wychowawcy, którzy przychodzą do domu dziecka otoczyć troskliwą opieką samotne dzieci. One teraz wymagają przecież szczególnej troski, gdy nie mogą być odwiedzane ani przez członków rodzin, ani przez zaprzyjaźnione rodziny. Tam są wielodzietne rodziny zastępcze, które całą dobę, codziennie pracują nad zapewnieniem dzieciom poczucia bezpieczeństwa. W czasach usprawiedliwionego przez epidemię egocentryzmu nie wszyscy są zaopiekowani. Do rodzin w potrzebie coraz rzadziej przyjdą pracownicy socjalni, a asystenci rodziny coraz częściej pracują przy komputerze. Do samotnych staruszków tu i ówdzie przyjdzie wolontariusz i zostawi pod drzwiami zakupy. Pozostaje im samotność i strach. „Czy to bezpieczne odwiedzić moją własną mamę?” Takich dylematów nie wymyśliłby najgorszy wróg…

Nie mam na to wszystko gotowego lekarstwa. Na pewno warto doceniać pracę ratowników, policjantów, lekarzy, wychowawców z domów dziecka, rodziny zastępcze. Można im pisać, jacy są ważni, można pytać, co im potrzeba. Każdy z nas na pewno coś może zrobić. Uszyć maseczki, zrobić zakupy, zapytać, czego potrzeba staruszce, rodzinie zastępczej, domowi dziecka… Może fajne gry planszowe, albo komiksy? Wyobraźcie sobie kilkanaścioro dzieciaków zamkniętych przez tygodnie, tęskniących za bliskością. Może możecie coś zrobić dla nich nawet zdalnie…
Każde zło wywołuje też reakcję dobra. Możemy skupić się na domownikach i rozpalić ochłodzone przez dotychczasową codzienność uczucia. Możemy prowadzić rozmowy, na które do tej pory nie było czasu. Świat nagle zwolnił i okazało się, co jest naprawdę ważne. Teraz możemy częściej rozmawiać nie tylko z bliskimi, ale również z dotychczas zaniedbanymi znajomymi – choć są to rozmowy, w których ekran komputera zasłania wiele emocji. Możemy się też rozwijać, aby „po wojnie” być lepszym człowiekiem. Bardziej użytecznym dla innych. Mamy teraz na to więcej czasu, ale nigdy zbyt wiele.